|
Jan 28
|
W piątek wieczorem, namówiony przez przyjaciółkę Agatkę, zamiast obejrzeć Projekt Monster, lub inaczej Cloverfield, wybrałem się na “Motyl i Skafander”.
Ten francuski film, będący ekranizacją książki napisanej na podstawie autentycznych faktów, nie jest raczej dobrą propozycją na piątkowy wieczór, jeżeli chcemy później mocno uczestniczyć w życiu imprezowym. Chociaż przyznam od razu na wstępie, że ja oglądałem go chyba trochę przez pryzmat własnych doświadczeń.
No ale przejdźmy do konkretów. Redaktor magazynu Elle, będący jak mogłoby się wydawać na szczycie swojego życia zawodowego i prywatnego, nagle, dostaje udaru mózgu.
Po przebudzeniu z trzytygodniowej śpiączki, poznajemy nową jakość życia, z którą musi się zmierzyć bardzo aktywny kiedyś mężczyzna. Całe jego ciało jest sparaliżowane, a poruszać, może jedynie gałką oczną i powieką. I dzięki temu właśnie może się porozumiewać ze światem go otaczającym. Z czasem bohater postanawia, pomimo swojej sytuacji, a może bardziej w jej wyniku, napisać książkę. My natomiast, widzimy całą walkę o przetrwanie, z perspektywy udarowca z “locked in syndrome”.
Czemu wspomniałem że film na weekend się nie nadaje?
Otóż dla kogoś kto od ponad roku, ma na co dzień do czynienia z chorym po udarze, dwie sceny zwłaszcza – rozmowy chorego ojca z synem który nie może mówić, oraz samego ataku – mogą wpędzić w co najmniej kilkudniową zadumę.
Wnioski które ja sobie wyciągnąłem, to między innymi trochę więcej zrozumienia, dla
chęci poprawy i “zadośćuczynienia” ze strony ojca który nie zajmował się swoją rodziną tak jakby teraz tego chciał. Druga nauczka… to chyba więcej cierpliwości.
Wszystkim tym, natomiast, którym tematy rehabilitacji po udarze, ograniczeń umysłowych i fizycznych lub problemów z nimi związanych są obce… z całego serca polecam ten film, jako obraz w piękny sposób otwierający umysł na tematy, o których istnieniu nie mamy pojęcia.
Powracam więc powoli do pomysłu prowadzenia serwisu Dekalog Udarowca, który z założenia ma poprzez informowanie pomagać rodzinom chorego po udarze. No a na Cloverfield pójdę innym razem…










Komentarze